> > Sylwetki: Ginger Baker

6 października świat obiegła wiadomość o śmierci Gingera Bakera. Jest to już druga śmierć (obok basisty i wokalisty Jacka Bruce’a) wśród członków legendarnego tria Cream. Ostatnim pozostałym przy życiu jest gitarzysta Eric Clapton.

Peter Edward “Ginger” Baker urodził się 19 sierpnia 1939 roku w Londynie, a swój przydomek zawdzięczał wściekle rudym włosom. Naukę gry na perkusji rozpoczął w wieku 15 lat, a jego nauczycielem był wówczas jeden z najbardziej szanowanych angielskich perkusistów jazzowych swoich czasów – Phil Seamen.

Oprócz Cream (jednego z najważniejszych zespołów rockowych w historii, z takimi klasykami w repertuarze jak “White Room“, “Strange Brew“, czy “Sunshine of Your Love“) Baker występował i nagrywał z następującymi wykonawcami: The Graham Bond Organisation, Alexis Corner Blues Incorporated, Blind Faith, Fela Kuti, Bill Frisell, Ginger Baker’s Air Force, Baker Gurvitz Army, Hawkwind, Public Image Limited, czy Gary Moore. Pod koniec życia nagrywał i występował z własnym Ginger Baker Jazz Confusion.

W 1993 roku Ginger Baker, wraz z pozostałymi kolegami z Cream, został wciągnięty w poczet sław Rock & Roll Hall of Fame. Ma on na koncie również nagrodę Grammy za całokształt osiągnięć artystycznych jako członek Cream (2006 r.), a także członkostwo w Modern Drummer Hall of Fame (2008 r.) oraz Classic Drummer Hall of Fame (2016 r.). 

W ostatnich latach działalności był endorserem marki DW, przez całą karierę używał talerzy Zildjian, a w latach największej popularności grał na bębnach firmy Ludwig.

Informacje o pogarszającym się stanie zdrowia perkusisty wypływały od kilku lat, a na przełomie września i października świat obiegła wiadomość o tym, że Ginger Baker znajduje się w stanie “krytycznym”.

O perkusiście Cream można powiedzieć, że był i jest jednym z tych bębniarzy, których w równym stopniu pokochali fani rocka i jazzu, a doceniali i doceniają także perkusiści uprawiający oba te gatunki muzyczne. Choć nazywano Bakera “pierwszą supergwiazdą rocka wśród perkusistów”, to on sam o wiele bardziej cenił sobie jazz i muzykę afrykańską. W jego grze rockowej słychać było tę drugą inspirację za sprawą gry na tomach, których używał do wygrywania rytmów plemiennych akcentowanych na “raz”, jak to było choćby w przypadku “Sunshine of Your Love” – utworu wręcz pomnikowego dla historii muzyki rockowej. W wywiadzie udzielonym gazecie The Telegraph w 2013 r. powiedział: “Jestem bębniarzem jazzowym. Bębniarz musi swingować, a w rocku prawie nie ma perkusistów, którzy to potrafią.”

Jednym z najbardziej komentowanych wykonań w karierze Gingera Bakera była jego partia solowa w utworze “Toad” (również z repertuaru Cream, album “Fresh Cream” z 1966 r.), w której figury rytmiczne znów w dużym stopniu opierały się na tomach oraz na grze na dwie centrale, co w tamtym okresie wciąż było nieczęste. Ten ostatni element jego techniki sprawił, że uznaje się tego perkusistę (ale także cały zespół Cream) za prekursora heavy metalu. Sam Baker odżegnywał się od tego. Powiedział kiedyś we właściwym sobie zjadliwym stylu: “Jeśli daliśmy życie metalowi, to powinniśmy byli wykonać aborcję. Trzeba było wyskrobać tego dzieciaka. Nie cierpię heavy metalu.” Kolejną cechą stylu tego perkusisty było wieszanie tomów płasko i dość nisko, co pozwalało mu grać na nich z użyciem rimshotów.

Należy jednak pamiętać, że Ginger Baker był muzykiem, a nie tylko perkusistą. Doskonale rozumiał swoją rolę w zespole: “Moja gra jest podyktowana tym, co grają koledzy z zespołu. Zadaniem perkusisty jest słuchać i sprawić, aby pozostali brzmieli dobrze. Tak powiedział Baby Dodds (Warren “Baby” Dodds – jazzowy perkusista urodzony w amerykańskim stanie Luizjana, współpracował m.in. z Louisem Armstrongiem – przyp. BeatIt). Należy słuchać muzyków w zespole i uzupełniać ich grę. Dzięki temu mogą się wznieść na wyższy poziom.”  

Zapraszamy do zapoznania się z wyizolowaną ścieżką perkusji do utworu “White Room” – klasycznego tak dla repertuaru zespołu Cream, jak i dla całej muzyki rockowej. Pokazuje ona całą klasę Gingera Bakera jako perkusisty, który (pomimo trudnego charakteru, z którego był znany) stosował się do zacytowanej powyżej maksymy. No i do tego ten charakterystyczny groove, feeling, ta artykulacja i brzmienie…

Źródła: musicradar.com, nytimes.com, wikipedia