> > > Jeden z tych ciekawych werbli, o których warto opowiedzieć: Jej Wysokość- Tama Mastercraft Artwood 14 x 8″

W życiu każdego człowieka przychodzi taki dzień, w którym nagle zauważamy, że nasze postrzeganie świata diametralnie się zmieniło. Benny Hill ze swoim łysym kumplem już nie bawią jak dawniej, a pseudointelektualny dowcip Allena przestaje drażnić i nagle wciąga intrygującą fabułą. Super smaczne, kolorowe fast foody z reklam TV wymiękają przy wspomnieniach niedzielnych obiadów u babci, a codzienność i wszechobecna pogoń za pieniądzem budzą wspomnienia lat szkolnych, pełnych nieznanych wcześniej prawd, w których rutyna była słowem nieznanym.

Podobnie jest z instrumentami. Większość perkusistów z biegiem lat całkowicie zmienia swój pogląd na kwestie instrumentarium, najczęściej poprzez ograniczenie zestawu do absolutnego potrzebnego minimum. Wachlarze blach i pagórki tomów zastępuje się małymi jazzowymi setami z podstawowym lub nawet pomniejszonym kompletem blach, a rozbudowane i ciężkie ramy zamieniane są na lekkie i mobilne statywy. Zmienia się także empiryczne postrzeganie kwestii brzmieniowych. Działa to w różne strony. Moim zdaniem jest to sprawa wielce osobista i uwarunkowana wieloma czynnikami, niekoniecznie związanymi z uprawianym gatunkiem muzyki. Jedno jest pewne – to, co brzmi nam dziś, niekoniecznie brzmieć będzie tak dobrze już zawsze…

Jakiś czas temu zawładnęła mną chęć spróbowania czegoś innego, czegoś z zupełnie innej bajki niż dotychczas mi znane. Postanowiłem ukształtować swój gust brzmieniowy od nowa zaczynając od werbla (który jest przecież sercem zestawu). Idąc tym tropem sprzedałem cały swój “sprężynowy” dobytek i kupiłem od znajomego egzemplarz bardzo rzadki i wyjątkowy pod wieloma względami. Na nim też skupiam od 4 miesięcy całą swoją muzyczną uwagę.

Tama Mastercraft Artwood 14″ x 8″ (bo o nim mowa) będzie tematem dzisiejszego artykułu.

POMIESZANIE Z POPLĄTANIEM…

Kupiony przeze mnie werbel pojawia się po raz pierwszy w katalogu “General Cataloq” z początku 1980 roku przy okazji prezentacji nowej serii werbli: Tama Super Art (w której powstanie wkład miał Billy Cobham). Kilka miesięcy później cała linia Super Art zmienia nazwę na Mastercraft i pojawia się w nowym katalogu w tym samym roku. Specyfikacje techniczne zostają takie same, tylko sama nazwa serii zmienia się na bardziej pompatyczną i monumentalną.

Właśnie ten katalog jest pierwszym, w którym Tama zaprezentowała ideę linii Mastercraft (ekskluzywna kolekcja werbli z kilku różnych, często bardzo drogich materiałów, m.in. z “bell brassu” i drzewa różanego (rose wood), co było na tamte czasy sporą nowością.

Co ciekawe, już pół roku później w mini broszurce “Digest Cataloq” pojawia się seria Mastercraft z INNYMI okuciami (typu high tension) i innymi kolorami (m.in. walnut), aby po kolejnych 6 miesiącach powrócić do stanu z początku w1980 roku (w katalogu “General Cataloq” 1980).

Tę dziwaczną sytuację wyjaśnił mi użytkownik forum sympatyków Tamy ze Stanów. Otóż w latach 1979-1983 w Tamie panował, delikatnie mówiąc, lekki bajzel spowodowany zakupem/podziałem/przejęciem firmy Camco przez raczkujący wówczas Drum Workshop (DW) i Tamę właśnie. Wiele instrumentów z tamtego okresu nie zostało w ogóle skatalogowanych, nie pojawiły się w żadnych broszurach lub pojawiły tylko regionalnie, m.in. w Japonii i Europie. Sporo egzemplarzy było składanych z tego, co fabryka miała wówczas na miejscu, co niekoniecznie szło w parze z oficjalnymi opisami producenta. Wszystkie nietypowe instrumenty z tamtych lat, jak np. werble Tama Artwood na bazie klonowych korpusów Kellera dla Camco (o niespotykanej u Tamy budowie – cienka sklejka + ringi wzmacniające) są obecnie bardzo “rare” i stając się właścicielem takiego instrumentu trzeba mieć świadomość jego wyjątkowości i unikalności.

Mało tego, mój werbel we wszystkich katalogach opisywany jest jako Maple Shell, czyli korpus klonowy. Nic bardziej mylnego – to czysta brzoza. Ten sam forumowy kolega uświadomił mnie następującymi słowami: “Wiele opisów z katalogu 1980 jest nastawionych na dość mocne naciąganie prawdy“. Wyjaśnił także, że że mój werbel jest brzozowy niezależnie od opisów i tego, co Tama chciała wtedy wszystkim muzykom sprzedać.

Jako Mastercraft werble te są prezentowane w niezmienionej postaci aż do później połowy lat 80-tych, kiedy to zostają wyparte przez nowsze wypusty: kloniaki Artwood i Artstar Custom. Mastercrafty bezpowrotnie znikają z linii produkcyjnej.

WOLAŁBYM KLON, NO, ALE…

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma – zwłaszcza za dość konkretną kasę.

Zabrałem się więc z apetytem za przywrócenie chwały temu olbrzymowi. Zacząłem od wyczyszczenia całości (poprzedni właściciel nie zrobił tego przez jakieś 10???!!! lat). Śruby montażowe lugów były strasznie zardzewiałe (taka przypadłość wiekowych Tam), więc kiedy trzeci z kolei metalowy sklep specjalistyczny odesłał mnie z kwitkiem przy chęci zakupu nowych (taki czar starych gwintów), postanowiłem sam je wyczyścić colą, piaskiem i prostym zabiegiem mechanicznym.

Korpusik został dokładnie umyty, lugi i maszynka wyszczotkowane i wysuszone. Już podczas mini remontu i odświeżania zauważyłem, że werbel jest bardzo dokładnie wykonany: sklejka, chromy i wszystkie elementy zostały wyprodukowane z naprawdę najwyższej klasy materiałów i, przede wszystkim, mega dokładnie. Nawet najdrobniejszy otworek w sklejce jest nawiercony precyzyjnie i fachowo. LUBIĘ TO!

Pomimo braku super-extra maszynki z opatentowanych kosmicznych stopów, lekkich jednopunktowych okuć i stu tysięcy otworów wentylacyjnych zaprojektowanych w oparciu o stare kalendarze Majów, korpus rozbrzmiewa pełnią drewna. Wysezonowana, ponad trzydziestoletnia sklejka dosłownie iskrzy pod pałami. Po raz kolejny przekonałem się, że stare jednak znaczy dobre, a na pewno trwalsze.

Na bęben założyłem klasyczne Ambassadory i sprężyny no-name z 42 zwojami (jeśli ktoś nigdy nie miał – polecam) i ruszyłem na salkę prób.

UNIWERSALNOŚĆ

To podstawowa zaleta tego werbla. Korpus jest wysoki, potężny i raczej przywodzi na myśl niskie i mięsiste brzmienie. Zresztą całkiem słusznie. Cała wyjątkowość polega na tym, że werbel brzmi sam z siebie w rejestrach raczej średnich, a nie niskich. Wykorzystując tę cechę, można bardzo łatwo nastroić go w sposób przypominający klasyczne 14″ x 5,5″ lub nawet werbel bardziej płytki. Oczywiście przesadą byłoby stwierdzenie, że z bębna 14″ x 8″ da się na sucho ukręcić dużo płytsze brzmienie bez klasycznego “brzucha”, niemniej głębia pochodząca z rozmiaru korpusu dodaje tylko niesamowitej “jakości” do ogólnego odczucia brzmieniowego tego instrumentu. Jednym słowem, kupując ten werbel stałem się właścicielem kilku werbli o różnej barwie, a więc był to strzał w dziesiątkę.

JUŻ TAKICH NIE ROBIĄ

Niestety to jest prawda. Wraz z modą na bębny typu Hyperdrive (z płytkimi tomami i długą centralą) seryjna produkcja i dostępność bardzo głębokich werbli z dnia na dzień maleje. Jedyne modele ogólnodostępne to Mapex MPX w rozmiarze 14″ x 7″, ewentualnie DDrum Vinnie Paul Signature, czy Tama Artwood 14″ x 8″. Pozostali producenci ewidentnie odcinają się od niestandardowych rozmiarów. Moim zdaniem to błąd i ograniczenie możliwości swobodnej wypowiedzi każdego perkusisty.

KAZANIE NA DZIŚ

Polubcie głębokie werble.

W arsenale każdego prawdziwego fascynata sztuki perkusyjnej powinien znaleźć się choć jeden “grubas”. Dobrych powodów do zakupu jest sto. Gorzej z funduszami, ale zawsze można odmówić sobie tych kilku piw 🙂

Opisana powyżej burzliwa historia mojego werbla to również ciekawy przykład marketingu producentów instrumentów muzycznych w latach 70 i 80. Nie do końca prawdziwe opisy w katalogach (które przecież były wtedy jedynym źródłem informacji!), sporo modeli będących w sprzedaży, a których nigdzie nie można było zobaczyć (oczywiście poza sklepami), masa prototypów, a czasami nawet używanie materiałów jak popadnie, bez żadnego przełożenia na papierze.

Właśnie dlatego świat sprzętu vintage, uważam za tak niesamowity. 30, 40, czy 50 lat temu nic nie było tak oczywiste jak teraz. Mało znaczące, obyczajowe fakty z życia producenta, jak przeprowadzka fabryki, narodziny drugiego dziecka właściciela lub zmiana zarządu, skutkowały różnymi sprzętowymi ciekawostkami, których “ownerem” może stać się teraz każdy z nas. Internetu nie było, a ludzie edukowali się poprzez doświadczenie i opinie innych ludzi mniej lub bardziej poważnych w swoich poglądach.

Można się ze mnie śmiać i wytykać mi podniecanie się tym jednym, Bogu ducha winnym werblem, ale należy pamiętać, że każdy instrument ma swoją historię i choć nie jest ona może aż tak ciekawa, jak Forresta Gumpa, to i tak warto ją poznać.

Warto też mieć świadomość zjawisk, które wpłynęły na dzisiejsze postrzeganie kwestii brzmieniowo-sprzętowych. Obecne nowości, to nie najświeższo-genialne pomysły wszechwiedzących inżynierów, ale naturalna kolej rzeczy w ewolucji postrzeganie brzmienia i potrzeb sprzętowych obecnych perkusistów, nie mówiąc już o tym, że wiele obecnych super wynalazków to kopie patentów wymyślonych 50 lat temu…

Szukajcie swojego brzmienia, szukajcie swojego wyrazu, inwestujcie w siebie i czas i kasę. Czasami się to opłaca…

 

Tekst: Mateusz “Uągwa” Wysocki

Foto: Mateusz “Uągwa” Wysocki oraz oficjalna strona Tamy z katalogami

Od redakcji:

Mateusz Wysocki jest znany niejednej Bębniarce i niejednemu Bębniarzowi w Polsce ze swej pracy w poznańskim sklepie perkusyjnym Avant Drum Shop. Jest on również czynnym perkusistą, obecnie występującym z zespołem Neons of 101, a także wielkim miłośnikiem i znawcą perkusyjnego “wintydżu”. Dotyczy to zarówno zestawów perkusyjnych, werbli, jaki i hardware’u.

Artykuł autorstwa Mateusza Wysockiego publikujemy za zgodą i autora i w porozumieniu z nim.

Share